Veni vidi.

by agnieszkabresler

Jak przystało na przykładną uczennicę klasy pierwszej be, stawiłam się dzisiejszego ranka w granatowej plisowanej spódniczce, wymaglowanej bluzeczce z falbaną, niosąc naręcza róż dla mych nauczycieli oraz kraśne wypieki na policzkach, aby uczestniczyć w ceremonii rozpoczęcia nowego roku szkolnego.

Prawie.

Piotr mówi, że zawsze wszystko wyolbrzymiam, więc niechaj będzie mi wybaczone. Wyobraźnia jest szablą strzałą armatą mego rzemiosła – więc co mi tam.

Witam Państwa serdecznie w moich skromnych progach. Skoroście tu trafili, znaczy że wiecie o co się rozbiega. Bez zbędnych wstępów ani wyjaśnień – popiszę.

————

Przedwczoraj Pan Marian (nazwany tak z przyczyn ochrony danych) wiózł mnie swą taksówką ze Sztabowej, oazy spokoju Piotra i reszty sztabu, na Jaracza, gdzie dane będzie mi przez najbliższe osiem miesięcy wrocławskiej przygody rozkoszować się widokiem na Odrę z tarasu na dachu. (Zapraszam Państwa serdecznie, jak mawia moja droga przyjaciółka Madzia – miejscówa jest).

Ale, ale – Pan Marian. Zerknął na mnie raz drugi w lusterku, zebrał się na odwagę i spytał czy jestem muzykiem. Zmyliła go naturalnie Zuzanna, podróżująca z nami w bagażniku, zmęczona już mocno lotem z Glasgow, zamknięta bezpiecznie w swej skrzyni z napisem „Fragile. Musical Instrument”. Zgodnie z prawdą odparłam – „Nie. Aktorką”. Panu Marianowi aż zapaliły się z radości oczy w tym lusterku i zapragnął niezwłocznie podzielić się ze mną swą lokalną wiedzą teatralną: „Oj, to w takim razie powinna Pani wiedzieć, że mamy we Wrocławiu jeden prze-fantastyczny teatr – Pieśni Kozła. No przepiękna sprawa, mówię Pani. Organizują co roku taki festiwal, Brejw. No niech Pani sobie wyobrazi – sprowadzili ostatnio takich muzyków gdzieś z pogranicza Chin i Tybetu, no nie do wary, cudo. I co roku biorą wolontariuszy do pomocy przy tym festiwalu, za rok się planuję zgłosić…”

Odetchnęłam wpierw sobie głęboko, rozciągnęłam uśmiech na ustach i zdradziłam Panu Marianowi, że ja do tego właśnie Teatru przyjechałam na studia, i że dla tego właśnie Teatru po sześciu latach zbłąkanej emigracji nawróciłam się na rodzinny kraj.

 

Jak mawia moja mama – ahoj przygodo.

 

 

 

Reklamy